Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Nowiny

"Nowe miejsca można zdobyć jedynie podpływając od morza" - Marta Sziłajtis-Obiegło

20 kwietnia 2009 kapitan Marta Sziłajtis-Obiegło, lat 23, wpłynęła do mariny w Puerto La Cruz w Wenezueli, kończąc swój samotny rejs dookoła świata.

Rejs rozpoczął się w tym samym porcie 27 kwietnia 2008 i trwał 358 dni. Młoda żeglarka przepłynęła

...

20 kwietnia 2009 kapitan Marta Sziłajtis-Obiegło, lat 23, wpłynęła do mariny w Puerto La Cruz w Wenezueli, kończąc swój samotny rejs dookoła świata.

Rejs rozpoczął się w tym samym porcie 27 kwietnia 2008 i trwał 358 dni. Młoda żeglarka przepłynęła łącznie ponad dwadzieścia pięć tysięcy mil i zatrzymała się w 19 portach w 11 krajach. Trasa rejsu prowadziła z Wenezueli przez Morze Karaibskie, Kanał Panamski, Pacyfik, Północną Australię, Ocean Indyjski i Południowy Atlantyk. Po drodze Polka odwiedziła Panamę, Wyspy Galapagos, Polinezję Francuską, Wyspy Tonga, Vanuatu, Australię, Wyspy Kokosowe, Mauritius, Afrykę Południową, Wyspę Świętej Heleny i Brazylię.

Rejs przebiegł bardzo sprawnie i szybko, choć nie obyło się bez dramatycznych wydarzeń. U słynących z ciężkiej pogody

wybrzeży Afryki Południowej jacht wszedł na mieliznę i został odholowany do Port Elizabeth. Na szczęście ani żeglarce ani jachtowi nic poważnego się nie stało. Ambitna Polka postanowiła powtórzyć felerny odcinek rejsu, wróciła do Durban i ponownie przepłynęła wzdłuż afrykańskiego wybrzeża, tym razem bez awarii. W powitaniu jachtu w Puerto la Cruz wzięło udział grono krajowych i zagranicznych przyjaciół Marty, a także ambasador RP w Caracas pan Krzysztof Jacek Hinz, gubernator stanu Anzoategui, w którym leży Puerto La Cruz i pani burmistrz Barcelony oraz kilka stacji telewizyjnych i liczni dziennikarze.

Kapitan Marta Sziłajtis-Obiegło jest najmłodszą Polką, która samotnie opłynęła świat. Wyczynu tego dokonała na jachcie typu "mantra28" - jednostce o 8,5 m długości, 2,7 m szerokości, 1,65 m zanurzenia, 3,5 tonach wyporności i 60 m2 żagli. Projektantem, budowniczym i właścicielem jachtu "mantra ANIA" oraz organizatorem rejsu jest Andrzej Armiński, inżynier budowy okrętów i kapitan jachtowy, właściciel stoczni jachtowej w Szczecinie. Samotny rejs dookoła świata Marty Sziłajtis-Obiegło jest piątym wokółziemskim rejsem zorganizowanym przez Andrzeja Armińskiego.

 

Szczegółowe relacje i galerie zdjęć z rejsu znaleźć można na stronie

http://www.mantra28.pl/marta/

 

 

KILKA SŁÓW O MARCIE

 

Związana jest z Gdynią - miastem, o którym mówi się, że powstało z morza, wiatru i marzeń. Świat żagli wciągnął ją kilka lat temu i... trzyma do dziś. Nie narzeka. Mówi, że usidlenie przez morze jest bardzo przyjemne. Jeszcze w liceum zapisała się na kurs żeglarski. Jako że nie stwarzała większego zagrożenia, dostała patent żeglarza jachtowego. Pierwszy rejs pełnomorski odbyła do Szwecji. Sternikiem jachtowym została w przerwie między egzaminami maturalnymi i dzięki Tacie - Jackowi Obiegło - zaczęła się udzielać w Yacht Klubie "STAL" w Gdyni. Po odbyciu stażu, kursie manewrowym i egzaminach otrzymała trzeci już patent: jachtowego sternika morskiego.

Wtedy się zaczęło... Przesiadała się z jachtu na jacht, zdobywając coraz to nowe doświadczenia. Studia na wydziale Turystyki i Rekreacji na poznańskim AWF nie kolidowały z licznymi wyjazdami. Na swoich ukochanych jachtach spędzała nawet 7 miesięcy w roku. Egzamin kapitański zdawała w ostatniej sesji wg starych zasad w roku 2005 i tak w wieku 19 lat została najmłodszym kapitanem ze starym patentem. Propozycji wyjazdów było coraz więcej i tak jest do dzisiaj. Żeglowała po Bałtyku, Morzu Północnym, Śródziemnym, po Oceanie Atlantyckim u wybrzeży Portugalii i na drugiej półkuli wzdłuż Brazylii, biorąc udział w Kobiecych Regatach Dookoła Świata.

Ciągle doskonaląc swoje umiejętności zdobyła uprawnienia: Master of Yachts Ocean (International Yacht Training), została radiooperatorem SRC, brała udział w kursach STCW w Akademii Morskiej z zakresu: indywidualnych technik ratowniczych, ochrony przeciwpożarowej, zasad pierwszej pomocy medycznej, bezpieczeństwa własnego i odpowiedzialności wspólnej. Zorganizowała i prowadziła kilkadziesiąt rejsów szkoleniowych i turystycznych. Była oficerem wachtowym na polskich żaglowcach "Pogoria" i "Gedania". Przepłynęła dotychczas ponad 17 tysięcy mil morskich.

 

 

A oto, co MARTA SZIŁAJTIS-OBIEGŁO pisze w ostatnich godzinach swojego rejsu dookoła świata:

 

Rok temu o tej porze odbywała się obrona mojej pracy magisterskiej. Natychmiast po tym pakowanie, pospieszne pożegnania i lot do Wenezueli. Szykowanie jachtu do samotnej podrozy i w drogę. Przez flauty i sztormy, kłopoty ze sprzętem i zaskakujące sytuacje przebiegała moja droga. Nie brakowało też podartych żagli, wąskich przesmykow miedzy rafami, wizyt w dżungli czy na safari, jak też nurkowania w zatopionych wrakach. Połowa moich postojów to tropikalne, przepiękne wyspy. Inne przystanki to chwilowe zetknięcia z mniej lub bardziej cywilizowanymi kontynentami.

Muszę przyznać, że taki rejs to przede wszystkim doświadczenie, ciągła nauka, trwałe dążenie. Cieszę się, że mam w sobie dość ciekawości, by wciąż chcieć płynąć w nieznane i dawać się zaskakiwać tym, w jakie piękne miejsce jeszcze można dopłynąć. Teraz, na ostatnich milach, po raz pierwszy mam dopłynąć do portu, który znam, w którym zaczęłam rejs. Wcześniej myślałam, że to nudno tak wracać w to samo miejsce, ale teraz sądzę, że to to samo miejsce wcale nie musi być takie samo. Trochę po sobie to widzę...

Nigdy nie marzyłam, by pojechać dokądś na wakacje, by tam polecieć czy być. Wszędzie chciałam DOPŁYNĄĆ. Nowe miejsca można zdobyć jedynie podpływając od morza. Dają się wtedy lepiej poznać. Przez dwa lub trzy tygodnie pilnuję kursu, by tam dotrzeć, a moja obecność jest nieprzypadkowa. Przecież kilka ładnych dni świadomie i konsekwentnie pracowałam, by tam się znaleźć. Ląduję w końcu, rozglądam się i dokąd teraz? Turyści pewnie ruszyliby do muzeum, a ja szukam filtrów oleju lub żywicy, trafiając do najciekawszych zakątków miasta, pełnych zaskoczonych tubylców - "Co ty, dziewczynko, robisz w składzie żelaznym?" Za każdym razem wynikała z tego masa przygód... I jak tu nie kochać żeglarstwa?

Ląd ma jeszcze jedną niebagatelną zaletę. Jest jedzenie! Dla osoby, która nie potrafi gotować, to ogromne dobrodziejstwo. Po roku mieszkania na jachcie muszę stwierdzić, że możliwość przemieszczania się, ta mobilność, którą daje noszenie swojego domu na plecach, to jedno wielkie szczęście. Nie lubię swojego sąsiada? To się przeparkuję do zatoczki obok. Nie podoba mi się na Indyjskim? Popłynę zatem na Pacyfik! Zima się zrobiła lub nadchodzą cyklony? Pora ruszać w inną strefę klimatyczną. Tak jak szybko się nauczyłam szukać rozwiązań w przypadku drobnych usterek technicznych, tak też nauczyłam się znajdować rozwiązania wszelkiego typu problemów, a ich dotychczasowa skala znacznie się zdewaluowała. Potrzeba znacznie więcej, by mnie zmartwić czy zaskoczyć, bo przecież jetem wcieleniem optymizmu.

Pytają mnie, czy się cieszę, że to koniec. Mając wciąż w oczach każdy wschód i zachód słońca, każdą milę, tyle pięknych wysp, złapanych ryb i poznanych ludzi, muszę przyznać, że znacznie bardziej cieszyłam się wypływając z Wenezueli, aniżeli dopływając do niej ponownie. Nie martwię się też bardzo, przecież taki był plan. Kiedy udaje się wykonać to, co było założone, należy to nazwać sukcesem i świętować. Od początku takie było założenie rejsu, a teraz jestem bliska jego realizacji.

A poza tym to nie koniec. Ja dopiero zaczęłam...

 

 

 

Za nadesłane informacje dziękujemy MAGDZIE MAKOWSKIEJ!

Zdjęcia zaczerpnięto ze strony http://www.mantra28.pl/marta/

Informację wprowadził(a): Ela "Kwiatuch" Kołodziejczyk - godz. 23:50, 23 kwiecień 2009, wyświetlono: 1161 razy

Paweł "Synchro" Jędrzejko

wysłano: 0:5,25 kwiecień 2009

I jak tu nie wpaść w nostalgiczne myślenie o kryzysie wieku średniego? Moje duże wyprawy były też wokółmagisterskie, ale to było dawno temu. Teraz już trudno zerwać wszystkie nitki i niteczki, które człowieka wiążą z lądem mocniej niż najmocniejsze cumy. Ale serce rośnie kiedy się wie, że tacy ludzie, jak wspaniała Marta przypomną nam zawsze o tym, że "dopiero zaczęliśmy"! Uściski serdeczne i gratulacje! Cała Polska jest z Ciebie dumna, Marto! Paweł Jędrzejko
Odpowiedz na ten komentarz
Felix

wysłano: 12:41,25 kwiecień 2009

Nie wpełni zgadzxam się z Twoją opiną o ,,zrywaniu cum z rzeczywistością życia codziennego''. Jest wprawdzie trudno wszystko pozostawić na uboczu, ale ja właśnie mógłbym podać swój przyklad jako, że właśnie grubo po 50-tce drugie życie we mnie weszło, jak gdyby tylną furtką.Zaczęło się od zeszłrocznego rejsu w Pazdzierniku po 20 latach pauzy.Przez zimę warsztyaty żeglarskie 2 razy w tygodniu.Przed sezonem kurs i egzam.SRC. Teraz w Maju rejs większą jednostką (Pogoria) tak, żeby się sprawdzić na rejach. Przy okazji zachciało sę grać i spiewać szanty do tego stopnia, że gramy sobie w większym gronie. ps. ( dziecko odchowane i jakaś stabilizacja domowa i finansowa jest ). I co ty Pawle na to? Pozdrawiam serdecznie. Felix
Odpowiedz na ten komentarz
Paweł "Synchro" Jędrzejko

wysłano: 21:30,25 kwiecień 2009

To rewelacyjna wieść, Szczęśliwcze! Cieszę się bardzo, że nastąpił moment, kiedy powrót do intensywnego żeglowania wlał w Ciebie nową energię! Mam taką nadzieję, że ja także wrócę do długich rejsów i znowu zacznę oddychać pełną piersią, ale -- jak sam zauważyłeś -- okres "ustawiania" sobie rzeczywistości tak, żeby "oddanie cum" było możliwe bez ich "zrywania" zajmuje nieco czasu. Ja, przy czterdziestce, muszę jeszcze z pięć lat odczekać, zanim taki piękny, wyzwalający moment jaki opisałeś u mnie nastąpi. Ale - w razie czego - patent kapitański jest, kursy dodatkowe trzeba wkrótce odnowić, zdrowie, jak na razie, dopisuje, więc jest na co czekać! A Marta jest IMPONUJĄCA!!! Uściski serdeczne - i piękne dzięki za komentarz! Paweł Jędrzejko
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI