Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Nowiny

Wielka woda w Sandomierzu

Około 4:00 nad ranem dnia 19 czerwca obudził mnie gwar w domu. Przyjechała nasza rodzina, mieszkająca po prawej stronie Sandomierza. „Zaleje? Raczej nie, nigdy Wisła nie wylała w Nadbrzeziu (dzielnica Sandomierza). Dlaczego teraz miało by być inaczej...

Fot. Przemek DuszaPowódź w Sandomierzu

 

Tekst nadesłał mieszkaniec Sandomierza, Przemek Dusza członek zespołu Anam na Éireann


Przed 8 wybraliśmy się jeszcze na ul. Flisaków, zabrać kilka potrzebnych rzeczy, asekuracyjnie przenieść co się da na piętro. Tak na wszelki wypadek. A o 8.40 już w popłochu uciekaliśmy samochodem z podwórka, na które zaczęła wlewać się woda z przerwanego wału w Koćmierzowie (dzielnica Sandomierza). Po prawej stronie mostu zlokalizowany został tymczasowy sztab akcji.

 

Na miejscu ludzie, którzy uciekli z domów, Straż Pożarna, Policja, ratownicy medyczni, gapie. Wśród nich mój znajomy z drużyny paintballowej – Wiktor. Uciekł tak jak stał. Zdążył złapać tylko kota. Woda przyszła zbyt szybko. W ciągu zaledwie kilku godzin powstało jezioro większe od Śniardw, które do tej pory wydawały mi się dużym jeziorem.

 

Wraz z zaprzyjaźnionymi właścicielami Grill Baru rozpoczęliśmy akcję żywienia służb. Kiełbaski w naprędce smażone i dowożone dla strażaków, policjantów, żołnierzy, WOPR-owców. Tak od siebie, przecież oni muszą zjeść coś ciepłego. Przemoczeni, potwornie zmęczeni, przypływali na chwilę do tymczasowej przystani dowożąc ewakuowanych ludzi, zwierzęta. 21 maja telefon od Marka Szymańskiego – „przyjeżdżaj do Kielc, mam dla ciebie łódkę z silnikiem”. Wieczorem byłem już z powrotem, ale za późno aby ją zwodować. Następnego dnia rano już oficjalnie jako osoba pływająca na zlecenie Miejskiego Zarządu Zarządzania Kryzysowego w Sandomierzu wyruszyłem na wodę. A tu pech. Silnik nie odpala. Więc na pagajach wyruszyłem z Wiktorem do jego domu po parę drobiazgów, komputer, dokumenty.

 

W drodze powrotnej spotkałem kolegę, właściciela Pomocy Drogowej i warsztatu samochodowego, płynącego na kajaczku do swojej zalanej firmy. Pomimo zalania, warsztat dla wodniaków tymczasowo uruchomił na balkonie biura. Udało się odpalić katarynę, więc moja prywatna akcja nabrała tempa. Na most, załadować tyle zapasów wody i żywności ile zmieści się w „nortonie” i w rejs. Na początek trasa po uliczkach dzielnicy Nadbrzezie – Portowa, Flisaków, Mokra, Lwowska. Ludziom dosłownie brakowało wszystkiego. Najgorzej ze zwierzętami, ponieważ mieliśmy tylko wodę gazowaną, ale następnym kursem już zaopatrzyliśmy się w niegazowaną.

 

Dokąd teraz? Popłyniemy do tarnobrzeskiej dzielnicy Wielowieś. Tam ludzie trochę nerwowi. Pomoc z Tarnobrzega tam nie dopływa – za daleko, a od nas jest to tylko godzinka wodą. Po drodze główny nurt, rzeka o szerokości ok. 1,5 km. Nasz 5 konny silnik ledwo dawał radę, ale udało się. Nie raz. I tak codziennie do zmroku. W międzyczasie wymieniłem łódkę na większą, płaskodenną 7 osobową, więc można było zabrać i większą ilość osób, więcej żywności, agregaty prądotwórcze. Dopłynąć bezpieczniej. Na „nortonie” zaliczyłem wywrotkę dzięki uprzejmości pewnych panów, którzy przepłynęli obok mnie na pełnym gazie. W sumie poza zamoczeniem iPhone'a, nic się nie stało, ale wrażenia o „profesjonaliźmie” niektórych ratowników pozostaną :-) Widoki, jakie miałem okazję oglądać, na długo pozostaną w pamięci. Wszystko zalane, domy, sklepy, zakłady pracy.

 

Mój ojciec również stracił całą firmę, którą od 20 lat budował. Towar, maszyny, surowce, ok. 40 osób bez pracy. Wszystko przepadło w kilka godzin. Aż strach pomyśleć, co będzie po opadnięciu wody. Stosy pływających śmieci, towarów z hurtowni, utopionych zwierząt, porzucone samochody. I przerażająca pustka i cisza. Tylko szum przepływającej wody i odgłos silnika odbijający się od ścian.

 

Gdyby nie okoliczności, wyglądało by to jak sceneria gry komputerowej. Moja akcja ratownicza zakończyła się po tygodniu. Niestety wpłynąłem na samochód i urwałem śrubę. Poziom wody był już za niski. Ciągle jakieś wystające spod wody ogrodzenia, krzaki, znaki drogowe. Bez dobrej znajomości rozkładu ulic w Sandomierzu i okolicy, trudno byłoby się poruszać. Ale i tak, mam nadzieję, udało się pomóc paru osobom. No i nie można zapomnieć o naszych mniejszych braciach. Pozostawione w domach psy też wymagały dokarmiania. Ich szkoda mi najbardziej. Z jednym nawet zaprzyjaźniliśmy się w trakcie naszych patroli. Niestety został sam. Właściciel utonął we własnym domu, gdy niespodziewanie nadeszła woda.

 

Pech chciał, że ledwo woda opadła na tyle, że dało się już przejechać gdzieniegdzie samochodem, nadeszła następna fala powodziowa. I tak jak poprzednio zalała cały rejon dotknięty klęską majową. Ale na to już mogę tylko bezradnie spoglądać z balkonu domu, położonego na jednym z sandomierskich wzgórz, zastanawiając się – kiedy wreszcie się to skończy?

 

O emocjach jakie targają ludźmi uwięzionymi we własnych domach, lub przychodzących na przystań popatrzeć na wodę celowo nie piszę. Nie da się tego opisać. Mam w domu powodzian z rodziny. Oni cieszą się, że żyją. Reszta jakoś się ułoży. Chciałbym przy okazji podziękować w imieniu powodzian wszystkim służbom: Straży Pożarnej, wojsku, Policji, WOPR, Grupie Ratownictwa PCK, nurkom, wolontariuszom.

 

Wszyscy dawali z siebie wszystko i nadal dają, aby było lepiej. No i mojemu szefowi, Januszowi, który nie dość, że dostarczał nam codziennie zapasy żywności dla powodzian, to jeszcze pozwolił mi nie chodzić do pracy przez cały ten okres.

 

Czas na wielki apel drodzy SZANTYMANIACY. Jakakolwiek pomoc – dary, kasiorka. Wszystko się przyda. Organizujcie zbiórki, wpłacajcie na konta organizacji pomocowych. Przyda się wszystko. A ci, którzy będą mogli, niech pojawią się 12 czerwca o 20:00 w Tavernie 10B, gdzie mój zespół Anam na Éireann wraz z przyjaciółmi z Banana Boat zagra koncert charytatywny dla powodzian z Sandomierza.

 

Foto: Przemek Dusza i Jarosław Kubalski/Agencja GAZETA

Więcej zdjęć do obejrzenia pod adresem TUTAJ

Informację wprowadził(a): Przemysław "Soulman" Dusza - godz. 1:29, 12 czerwiec 2010, wyświetlono: 591 razy

Paweł Jędrzejko

skąd: Sosnowiec / Poland

wysłano: 4:56,13 czerwiec 2010

Ale koszmar... Przemku PODAJ KONIECZNIE JESZCZE RAZ NUMER KONTA, na które można wpłacać pieniądze przeznaczone na pomoc dla Sandomierza.
Trzymamy kciuki,
Banana Boat
Odpowiedz na ten komentarz
Paweł Jędrzejko

skąd: Sosnowiec / Poland

wysłano: 16:32,14 czerwiec 2010

PIENIĄŻKI DLA SANDOMIERZA MOŻNA WPŁACAĆ NA NASTĘPUJĄCE KONTO:

Bank Spółdzielczy w Sandomierzu
10 9429 0004 2001 0000 1300 0021
z dopiskiem "POMOC DLA POWODZIAN"

źródło: http://www.sandomierz.pl
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI