Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Nowiny

Załoga Dr. Bryga w studio

Grudzień to czas na podsumowania. Poniżej znajdziecie krótkie podsumowanie pobytu giżyckiej formacji Załoga Dr. Bryga w studio oraz pracy nad nowym albumem zatytułowanym 'Na wschodnim Pacyfiku'.

- Stary, dajmy więcej akustyka na boki.

- Coś ty, będzie za gęsto.

- Gdzie tam. Właśnie będzie bardziej selektywnie, a z wokalu zdejmie się pogłosu.

- Wtedy zniknie akordeon, bo też jest na bokach. Sam posłuchaj… kumasz, o czym mówię?

- Właśnie nie, bo jest bardziej na lewo, a elektryk jest po prawej.

 

To jedna z setek dyskusji, jakie przeprowadziliśmy podczas końcowego mixu materiału na nową płytę pt.: ‘Na wschodnim Pacyfiku’. W wielu kwestiach doszliśmy do porozumienia, niektóre pozostały nierozstrzygnięte i decyzję za nas podjął realizator Kropek. Co z tego wyszło? Hmm…

Wszystko zaczęło się pod koniec sierpnia, a skończyło… w grudniu. Tak, nie mylę się. Niestety, nawał różnych prac zawodowych poszczególnych członków kapeli oraz napięty grafik giżyckiego studia w Twierdzy Boyen przyczynił się do takiego rozciągnięcia w czasie.

Sama perkusja - 3 dni (właściwie nocy, bo chyba 2:30 nad ranem to już nie dzień). Dominik z basem też uwinął się sprawnie – jedno kilkugodzinne podejście i wszystko grało i buczało – dosłownie. Plusem był fakt, że kawałki mieliśmy dość dobrze ograne i nie było potrzeby decydować na miejscu o tempie, rytmie czy innych fajerwerkach poszczególnych utworów. Oczywiście numery ewoluowały w studio w pewnym sensie, lecz ogólny zamysł pozostał bez zmian. Później (czyt. w połowie października) przyszedł czas na elektryka. W związku z tym, że partie gitarowe zajmują sporą część nagrań, ‘bujałem’ się kilkanaście dobrych razy żeby zabrzmiało to jak należy. A czy mi się udało? Miejmy nadzieję, że tak.

Po mnie wpadł do studia Krzysiek ze swoim lśniącym kaloryferem. Jako zawodowy muzyk uporał się ze swoimi partiami bez większego problemu i po kilkugodzinnej sesji mieliśmy zarejestrowaną ścieżkę akordeonu.

Następnie przyszedł czas na Sławka z jego elektroakustykiem. Łatwo nie było, bo brzmienie ciężko dobrać i robiło się już trochę gęsto z tyloma instrumentami, ale udało się. Kilka jego partii zostało niestety zdominowanych przez elektryka (za co gorąco Cię Sławku przepraszam) i trzeba było uszczuplić ilość ścieżek w utworze. Cóż, taki lajf.

Dalej Dominikowy wokal. Wszyscy wiedzą, że wrzaski na koncercie, a w studio to dwie różne rzeczy. Dobrze, że zawsze można skorzystać z szeroko dostępnych środków rozluźniających atmosferę i gardło ;-)

Po Dominiku do studia weszła Aga i okrasiła nasze nutki swoim jedwabistym wokalem. Był koniec listopada jak nasza ‘wisienka’ skończyła swoje śpiewy w lochach giżyckiego studia i zwolniła miejsce Dominikowi, który tym razem przytargał swój saksofon. Choć udział tego instrumentu nie jest zbyt duży, to wydawało się nam że może być ciekawym ozdobnikiem i nadać smaku całości naszych produkcji.

W ten oto sposób dobrnęliśmy do końca naszych studyjnych mąk – dalej sprawę w swoje ręce wziął Kropek, który wrzucił to wszystko do jednego garnka i zamieszał swoją magiczno-elektryczną myszką.

Co z tego wyszło? Jeśli Bóg pozwoli, ‘Na wschodnim Pacyfiku’ z dziesięcioma autorskimi numerami oraz 1 bonus trackiem ujrzy światło dzienne w lutym nadchodzącego roku.

 

Tekst: Michał BRZOZOWSKI

Zobacz także

Informację wprowadził(a): Agnieszka "Aga" Brzozowska - godz. 13:38, 28 grudzień 2010, wyświetlono: 518 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI